Kanada – nasze początki …

Ponieważ brakowało na blogu wpisu Ottawa na początek przygody, o którym to nieopatrznie wspomniał M. w poście: Jak znaleźliśmy się w Kanadzie?, więc dzisiaj postanowiłam uzupełnić bloga, o ten brakujący element naszej historii.

Małe przypomnienie dla niezaznajomionych z tematem – wyjazd do Kanady, w ramach programu IEC 2014 – był dla Nas formą spełnienia marzenia o pomieszkaniu za granicą, nie planowaliśmy wtedy, że będziemy zostawać na dłużej – dlatego postanowiliśmy prosto z PL przylecieć do Ottawy (ON), gdzie mieszkała moja koleżanka, z którą znałyśmy się z wcześniej z Polski. Tak wiem, posiadanie znajomych, to jest skarb.

Ottawa

  • Przez pierwsze dwa tygodnie w Ottawie, wynajmowaliśmy 1 bedroom od innych znajomych mojej koleżanki, którzy już zmienili swoje mieszkanie na większe, ale jeszcze musieli płacić rent za swoje poprzednie lokum. Mieszkanie było już całkowicie puste, ale mieliśmy pożyczone (od jeszcze innych znajomych mojej koleżanki) 🙂 materace, stół i krzesła oraz lampy, bo poza łazienką i kuchnią – nigdzie nie było sufitowego oświetlenia. Także, z perspektywy czasu uważam, że naprawdę dostaliśmy luksusy jak na pierwsze dwa tygodnie po przyjeździe i bardzo nam to pomogło. Oprócz wrzasków (coś jakby „huueeeeeeeelp”) jakiegoś człowieka mieszkającego w tym bloku, o różnych porach dnia i nocy oraz oprócz dziwnego zapachu (którego nie znaliśmy nigdy wcześniej) w całym budynku, było całkiem spoko. Dzięki temu doświadczeniu dowiedzieliśmy się, że tanie apartamenty mają swoją cenę, ale niewymierną w dolarach. Nauczyliśmy się także, że zanim zdecydujesz się na podpisanie rocznej umowy na wynajem, warto rozejrzeć się po okolicy i sprawdzić, czy okolica jest zadbana i jacy ludzie się tam kręcą.
  • Potem, szukając już nowego lokum (mała uwaga: tabliczka apartments for rent, często oznacza tyle samo, co hasło wolne pokoje nad polskim morzem, w full sezonie letnim – to znaczy, jest to bardziej reklama całoroczna a nie oferta o wakatach), kierowaliśmy się zasadami: raz – unikania okolic, w których w oknach są powywieszane flagi lub koce zamiast firanek czy zasłon. Czasem nawet lepiej jak w oknie nie ma żadnych firanek, bo to nawet bardziej kanadyjskie. Dwa, gdzie na balkonach ktoś trzyma dużo gratów, które zdecydowanie nie powinny być na balkonie, i gdzie o każdej porze dnia czuć zapach maryśki, szczególnie jeśli jest to w bloku lub na piętrze, na którym chcecie właśnie zamieszkać. Dobrze też jest, przed wynajmem sprawdzić, co o waszej wybranej okolicy myślą inni: polecam Reddit – taki międzynarodowy wykop, stronę o raportach BedBugs oraz spróbujcie wypytać lokalnych mieszkańców, znajomych – co sądzą o danej lokalizacji oraz firmie wynajmującej (my np. nie polecamy Killam Properties – tak wiem, że jeśli coś jest nie tak z wynajmem, to częściej wina zarządcy niż firmy, ale jakoś nabraliśmy do nich uprzedzeń).
  • Jako, że mieszkanie mieliśmy ogarnięte tylko na 2 tygodnie, kolejnym krokiem było dla Nas, załatwienie dobrego dostępu do Internetu, telefonu, konta w banku oraz zorientowanie się w lokalnym rynku pracy. Załatwianie SIN planowaliśmy zostawić na później, bo wiedzieliśmy, że padnie pytanie o adres zamieszkania :), a jakoś tak baliśmy się podawać ten, w którym wówczas mieszkaliśmy, ale niestety bez SIN konta w banku nie założysz. Potem się okazało, że do założenia konta w banku też chcą adres i numer telefonu oraz, że ów numer musi być kanadyjski. A z kolei, do podpisania umowy na telefon (żeby mieć ten numer), chcą karty bankowej z imieniem i nazwiskiem, a najlepiej też – kanadyjskiej, bo polskiej to za bardzo nie ufają. Normalnie, wystarczyłoby kanadyjskie prawo jazdy, bo to dla nich jest jak odpowiednik naszego dowodu osobistego, ale wtedy – tak na dzień dobry – takiego dokumentu nie posiadaliśmy. Eh, mówię Wam co się poobijaliśmy od ściany do ściany, tłumacząc za każdym razem jaka jest nasza sytuacja …, ale grunt, że na czwarty dzień od przyjazdu daliśmy radę wszystko ogarnąć.

Mała Dygresja

Pamiętam, taką śmieszną sytuację – jak poszliśmy się umówić do banku na spotkanie w sprawie założenia konta i miła Pani pyta o numer telefonu. To mówimy, że mamy z Polski i czy będzie ok. Pani mówi, że niestety – nie będzie i ona musi podać jakiś kanadyjski. To jej mówimy, że właśnie z tym mamy problem i na razie nie mamy, więc przemiła kobieta idzie nam na rękę i mówi, że okay, to w takim razie ona musi i tak coś wpisać, to poda numer do siebie na recepcję. Umawiamy się zatem na drugi dzień, na 11:00, ale już do innego oddziału, trochę bliżej naszego miejsca zamieszkania.

W umówionym miejscu jesteśmy 10 minut przed czasem, ale tutaj niespodzianka, bo okazuję się, że od wczoraj zaszła zmiana i oni w tym oddziale, w tym dniu mają akurat szkolenia swoich pracowników. Chcieli nam dać znać o tej zmianie przez telefon, ale okazało się, że mają numer tylko do recepcji i to do innego oddziału (hehe, no właśnie). Umówili nas na inny dzień z powrotem tam, gdzie byliśmy za pierwszym razem. Coś, co mogło trwać jeden dzień w efekcie konieczności „umawiania”, jeśli chcesz założyć sobie u nich konto, trwało dni trzy. Oh Kanada :)! (tak, dzisiaj nas to już nie dziwi). Akurat wtedy uparliśmy się na ten konkretny bank, bo miał dobrą ofertę dla Newcomers.

Ciąg dalszy

  • Internet – okazało się, że oferta internetu w telefonie w tamtym czasie u kanadyjskich telefonii komórkowych była bardzo … uboga (i nie chodziło nawet o cenę). Tak, zdecydowanie to było jedno z większych zaskoczeń w tamtym czasie dla Nas. W końcu, TO Ameryka marzeń miała być (żarcik taki), więc technologia i telekomunikacja powinna być dużo lepsza, right? Takie było tylko nasze wyobrażenie, rzeczywistość była inna. Szybciej, taniej i sprawniej było podłączyć się do sieci w kawiarni, bibliotece czy uniwerku niż korzystać z sieci w telefonie w domu.
  • Szukanie mieszkania na wynajem, bez pracy, ale z roczną wizą i kasą na koncie – nie było łatwe. Jeszcze będąc w Polsce wiedzieliśmy, że mogą być trudności, że zdjęcia apartamentów to często „fikcja” odnośnie tego, co realnie będzie dostępne u firm wynajmujących – i – że mogą być konieczne referencje. W praktyce okazało się, że bez „żyranta”, czyli obywatela Kanady, który wykaże się swoimi zarobkami i poświadczy za Nas, żadna z firm – w których byliśmy, nie podpisze z nami rocznej umowy. (Z doświadczenia innych znajomych, wiem, że czasami firmy idą jednak na rękę i biorą opłatę z góry na rok, albo po prostu wystarczy im zaświadczenie od rodziny z Chin o majątku. Wszystko zależy od firmy i od mieszkania. Czasem te gorsze, biorą chętnych jak leci. Taki wolny rynek, a czasem ma się po prostu szczęście). Ostatecznie, jedni znajomi (znali nas może miesiąc) zgodzili się być naszymi żyrantami, ale w międzyczasie doszliśmy do wniosku, że nie wiadomo, jak długo zostaniemy w Ottawie – bo z pracą było słabo, a poza tym, udało nam się znaleźć pokój u przemiłej rodzinki, z 3 kotami i jeszcze milszym innym lokatorem. Pod ten dach trafiliśmy z polecenia znajomych i to w tamtym okresie było dla nas błogosławieństwem. Dzięki temu byliśmy elastyczni i mogliśmy szukać pracy w całej Kanadzie, nie wydawaliśmy na dzień dobry pieniędzy na łóżko, stół, talerze, garnki. No i najważniejsze, nasze grono znajomych powiększało się znacznie szybciej, a pierwsze Święta w Kanadzie – choć daleko od rodziny, były bardzo ciepłe. Do dzisiaj jesteśmy wdzięczni i czujemy, że jakaś cząstka „nowo znajomej-guzikowej rodziny” została tam w Ottawie.
  • Oczywiście, sami wiecie, wynajmowanie pokoju ma swoje słabe strony. Dzielisz się swoją prywatnością, myjesz na „akord”, żeby nie blokować łazienki, dzielisz kuchnię, czas wolny, lodówkę …, zwierzaki budzą Cię w nocy, bo akurat chcą pokazać jak ładnie jedzą lub napić się wody w kranie, no i mieszkasz na walizkach. Trochę jak w akademiku, ale … powiem Wam szczerze, to był BARDZO dobry czas. Poznaliśmy wielu dobrych ludzi (w większości Polaków), którzy nam bardzo pomogli, znając nas tylko z opowieści swoich znajomych. Kochani, jeśli to kiedyś przeczytacie, to dziękujemy z całego serducha za okazane serca.
  • W Ottawie spędziliśmy prawie 5 miesięcy, od października do marca, zanim M. znalazł pracę w swoim zawodzie w IT, w Halifaxie. Przez ten czas w stolicy Kanady,  mieliśmy okazję poznać trochę miasto, atrakcje turystyczne, polubić się z komunikacją miejską i prawdziwą zimą z minus 40 stopny Celsjusza. Moim zdaniem Ottawa, to świetne miasto do życia (jeśli dostaniecie tam pracę). W miarę blisko do Toronto (jeśli chcecie taniej polecieć za granicę) i do Montrealu. Rozległe, ale bez przesady. Powiedziałabym, że bezpieczne i raczej rodzinne (tzn. dużo rodzin z dziećmi). Minus to chyba rynek pracy – dużo pozycji rządowych i dlatego sporo młodych, szukających lepszych zarobków wyjeżdża po studiach do większych ośrodków. Dla niektórych na minus może być jeszcze pogoda 🙂 Ostre zimy i gorące lata – ale moim zdaniem, to jest w porządku. W Nowej Szkocji jednak więcej pada i częściej brakuje słońca, taki mamy klimat.

To właśnie taki, w wielkim skrócie, był początek naszej przygody z Kanadą, a co było dalej to już wiecie …

PS: Jeśli miałabym komukolwiek dzisiaj radzić, kto chce na pewno wyemigrować do Kanady na dłużej, to moim zdaniem najlepiej iść drogą programów imigracyjnych np. Express Entry jeszcze będąc w Polsce. Pracować i szkolić język, a przyjeżdżać już ze statusem stałego rezydenta (PR), tak jak robią to Azjaci. Ewentualnie, można przyjeżdżać do Kanady konkretnie na jakiś kontrakt i umowę o pracę. Wiem, że w UK czasem organizują jakieś targi pracy, gdzie firmy z Kanady werbują pracowników i kilku moich znajomych tak właśnie „wylądowało” w Kanadzie z rodzinami. Jeśli ktoś z Was specjalizuje się w budowie statków lub miał styczność z przemysłem stoczniowym, to w Halifaxie – Irving Shipyard, stale szuka wyspecjalizowanych pracowników z UE.  Dobrze płacą, pomagają w formalnościach, więc jeśli tylko Kanada Was interesuje, to chyba mogę Wam ich polecić. W naszym mieście, to jeden z lepszych pracodawców. Ale wiadomo, nie każdy ma odpowiednie kwalifikacje 🙂 i nie każdy wybierze naszą prowincję.

E.

A jakie były wasze początki w Kanadzie?

Mieliście miękkie lądowanie, czy lepiej nie wspominać?

 

2 thoughts on “Kanada – nasze początki …

  1. Hej, można wiedzieć w jakim banku zakładaliście konto? Właśnie przeglądam oferty przed przyjazdem. Dzięki!

    1. Hej, obawiam się, że ta informacja za wiele Ci nie powie, bo oferty zmieniają się z roku na rok. Natomiast, przy wyborze konta warto uwzględnić jeszcze fakt wielkości banku oraz jego popularność w danej prowincji (liczba oddziałów i bankomatów), np. w NS najpopularniejszy jest Scotia Bank, a chyba najmniej punktów widziałam z BMO. W zasadzie wybór, moim zdaniem ogranicza Ci się do: RBC, BMO, ScotiaBank,TD,CIBC – wszystkie te banki mają oferty dla newcomers. Podrzucam Ci linka: https://moving2canada.com/best-bank-in-canada/ może coś Ci rozjaśni i powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *