Koszty życia w CA – part 2

Że co? ŻE ile?” Dziwi się zwierzak ze zdjęcia, bo „Dentysta w Kanadzie jest drogi.” Z takim stwierdzeniem spotkacie się w Kanadzie na 99,9%. Kanadyjczyk to powie (bo musi płacić za dentystę, jeśli nie ma dodatkowego ubezpieczenia z pracy, które takie koszty pokrywa) i powie to imigrant niezależnie z jakiego kraju pochodzi. Jak to jest naprawdę? Jak ze wszystkim … punkt widzenia zależy od punktu odniesienia.

Zacznijmy od naszego ulubionego – „zapomnijmy na chwilę o walucie” i zamieńmy ją na dowolne jednostki (j).  Teraz zakładamy, że zarabiamy 3000j netto co miesiąc (po 1500j co 2 tygodnie) – jest to takie średnie wynagrodzenie dla specjalisty imigranta na początek. Można zarobić mniej, można więcej – wiadomo. Kanadyjczyk będzie miał ok. 4500j. Na mieszkanie 3 pokojowe wydamy od 850j – 2500j. Sky is the limit – chciałoby się powiedzieć, więc przyjmijmy coś pomiędzy – 1500j z opłatami za wszystko, telefonem komórkowym, netem itp. (my mieścimy się w jakimś 1250j). Dentysta – za przegląd naszych ząbków skasuje nas na 75j, za zdjęcie RTG 30j, za leczenie zęba + znieczulenie zapłacimy jakieś 150-200j, za usunięcia zęba bez konieczności narkozy, a tylko ze znieczuleniem = 300j. Czy to drogo? Hmm … ja w PL za plombę płaciłam w przedziale 150-200j, a nie zarabiałam nawet 2000j, znajoma za usunięcia zęba płaciła w PL 400j … ale ja się pewnie nie znam. Zatem – „Strasznie drogo w tej Kanadzie!” 🙂

Nie dziwi mnie jeszcze podejście Kanadyjczyka, bo ten przywykł od małego do darmowej opieki zdrowotnej, ale dlaczego tylu imigrantów narzeka, skoro ceny są w zasadzie takie same jak w PL u dentysty? Odpwiedź jest całkiem prosta. To chyba tak już jest z naszą głową, że zamiast mówić coś jest „tanie” wolimy mówić „coś jest drogie” :). Szybko się człowiek przyzwyczaja, że za benzynę płaci się 1j a nie 4j, za kawę średnią w Sturbaksie 2,5j zamiast 7j, za samochód nowy 20.000j zamiast 60.000j,  za laptopa 550j zamiast 2000j, za bilet do PL 800j zamiast 2400j, ale nie mówimy: „Ale tutaj taniuchna kawa, samochody, sprzęt elektryczny, benzyna”. Nooo nieee … Wolimy powiedzieć – „Ale ten dentysta drogi.” Dlatego, czy jesteś z PL, Filipin, Palestyny czy Indii na leczeni zębów, o ile możesz czekać – wolisz pojechać do swojego kraju – sprawdzone empirycznie :).

Sama służba zdrowia jest tutaj owszem darmowa, ale … kolejki są takie same jak u nas, a prywatnie pójść się nie da – więc jeśli potrzebujesz coś „na cito” to trzeba się zgłosić na oddział ratunkowy, odczekać średnio swoje 6h i wtedy jest szansa, że zajmą się Tobą od razu. W innym wypadku idziesz do rodzinnego, potem skierowanie na prześwietlenie – do realizacji za jakieś 2 miesiące , pod warunkiem że jest miejsce, a do tego czasu to  „czas leczy rany” tak samo jak w PL hehe.

Czy poziom leczenia jest wyższy? Trudno powiedzieć, bo szczerze powiem, że słyszałam sprzeczne opinie na ten temat – za to wszyscy się zgadzają co do jednego „lepiej tutaj nie chorować.” 🙂 Ponoć poziom lepszy jest w USA, ale to znowu mogą być tylko plotki … Ciekawostką i nowościa dla mnie jest koszt przewozu karetką. Otóż, nie jest to darmowa usługa. Ponoć szpitale w Kanadzie nie posiadają karetek na własność, tylko są to zewnętrzne firmy, dlatego za karetkę się płaci. Ile? Koszt zależy od prowincji. W Nowej Szkocji jest to ok. 140j jeśli masz ważne ubezpieczenie i ok. 670j jeśli nie masz. Nie zapłacisz tylko jeśli jest to wypadek samochodowy – wtedy będzie to pokryte z Twojego ubezpieczenia OC – koszt OC np. 25j/miesięcznie jeśli masz długi staż bezwypadkowy w Kanadzie lub 100- 250j/ miesięcznie jeśli jesteś Kanadyjskim „świeżakiem.” Znacznie taniej wyjdzie pojechać samemu na oddział ratunkowy i odczekać te 6h – oczywiście jeśli można, ale … nie zawsze da się na zdrowiu „oszczędzać.”

„Daycare – żłobek czy przedszkole są w Kanadzie straaasznie drogie” – dobra, nie mamy dzieci na razie, więc nie powiem z własnego doświadczenia, mogę się tylko posiłkować tym co mówią znajomi. A mówią … różne rzeczy :). Ceny będą oczywiście różne w zależności od prowincji i od samego daycare. Nie ma tutaj takich typowych „publicznych” przedszkoli czy żłobków, ale są takie które są jakoś dofinansowane przez rząd. Jak mamy szczęście i niski dochód (np. do 24.000j brutto rocznie) to za takie przedszkole zapłacimy np. 200j/ za dziecko miesięcznie. Średnia kwota w NS (Nowej Szkocji) to ok. 30 -35j za osobodzień 🙂 w daycare, już z jedzeniem i w godzinach od 7.00 -5.00. Niektórzy mówią, że poniżej 800-900j z ceną za miesiąc na 2 dzieci się nie zejdzie, inni mówią, że to „nieprawda” 🙁 więc ciężko coś jednoznacznie powiedzieć. Pocieszeniem jest na pewno fakt, że jeśli mamy dzieci, to co miesiąc dostaniemy od rządu coś na kształt „500plus”do 18r. życia dziecka. Z tym, że ponoć nie trzeba o to aplikować, tylko rząd wylicza Ci ten benefit na podstawie rozliczenia podatków.

Przy założeniu, ża zarabiasz te 3000j – na 2 dzieci  dostaniesz zatem ok. 850j/co miesiąc + benefit z prowincji (od 1000 – do 23j na dziecko w zależności od prowincji i ilości dzieci – tutaj nawięcej płaci Alberta (1000jplus), Ontario (113j) i ponoć Quebec (cen nie podają). W zależności od Twojego dochodu doliczą Ci jeszcze zwrot podatku.

Tutaj możecie się sami pobawić z kalkulatorem. Ostrzegam znajoma mówiła, że to tylko „oszacowanie” – w praktyce możecie dostać trochę mniej. Można zatem przyjąć, że w zasadzie za sam benefit – da się opłacić przedszkole. Podstawówka publiczna jest raczej bezpłatna (max. 100j na rok), podobnie szkoła średnia. Za to już za studia lub szkołę zawodową (college) naszej pociechy będziemu  musieli zapłacić. Tutaj ceny będą się różnić, więc ciężko podać jakąś średnią. Znajomy Kanadyjczyk płacił 1500j za rok w college, na studiach byłoby to ok. 3000j. Jeśli jesteście na wizie studenckiej to płacicie to samo razy 2 lub 3.  Dużo? I tak i nie … W Polsce mamy studia darmowe, więc dla mnie to jest spora kwota.

Jeśli jesteście na wizie – musicie mieć jeszcze dodatkowo zdany egzamin IELTS akademicki na ok. 6.5 + ze wszystkich parametrów (czytanie, mówienie, pisanie i słuchanie) w skali 1-9. To dodatkowy koszt ok. 400j za egzamin. Sporo ludzi jednak nie zdaje go za pierwszym razem na 6.5 ze wszystkiego i musi go poprawiać.

Bardzo drogie są książki vel podręczniki.

Jeśli mieliście kiedyś okazję chodzić na j. angielski prywatnie i uczyć się z angielskich podręczników to z pewnością pamiętacie, że za książkę i ćwiczenia nieraz trzeba było zapłacić sporo i po kieszeni bolało bardziej niż jakiś inny przedmiot. No więc, w Kanadzie jest tak samo, tylko wyobraźcie sobie, że macie same takie angielskie podręczniki. Są one drogie w stosunku oczywiście do innych rzeczy :), bo za książki do jednego przedmiotu może się okazać, że zapłacicie 100j. A przedmiotów w semestrze mamy 5, zatem 500j na semestr. Niby można xerować, ale w praktyce nauczyciel może Ci zabronić korzystać z takiej książki, bo to „kradzież.” Czasem też  po prostu, nie da się xerować takiej ksiażki, bo nic nie widać – takie specjalne zabezpieczenie, gdybyś jednak spróbował. Trochę słabe to rozwiązanie, bo w efekcie po studiach zostajesz z masą książek, których nie możesz sprzedać, a kupić je trzeba było. W ćwiczeniach/książkach często też trzeba pisać ołówkiem.

Pamiętam, jak na jednych zajęciach  koleżanka przyniosła juz książkę prawie czystą, a reszta była wypełniona lekko ołówkiem – książka była jej męża, więc chciała z niej skorzystać. Nauczycielka powiedziała, że nie ma takiej możliwości i musi kupić nową. Na szczęście, ponieważ to była taka „bindowana” książka kursowa – koszt wynosił tylko 30j. A co jakby było więcej? Tiaak … płacz i płać.

I na koniec kwiaty 🙂 które są „baaardzo drogie” tak jak dentysta 🙂 heh tutaj się sama do siebie uśmiecham, bo ja kocham kwiaty i kwiatki wszelkiej maści, więc sama dobrze wiem, że z tym „strasznie drogie” to znowu mnie głowa okłamuje. Za bukiet 20 róż zapłacę średnio 15j – 20j, za jedną lilię która się jeszcze rozwinie ok. 5j, za doniczkowego storczyka ok. 20j, za paproć bostońską gigantycznych rozmiarów od 15-25j (ja w promocji kupiłam za 6j, tak wiem szczęście miałam :)). Jak sie tak zastanowić, ceny są podobne do tych w PL …. ale ponieważ dużo trudniej tutaj o pojedyńczą różę, czy tulipana za 1 -3j, to trzeba zakupić bukiet. A za bukiet muszę zapłacić najbidniej 12j, a to przecież może być i 12 kaw, 12 litrów benzyny, 12 jajek niespodzianek, z 8 bajgli i 6 hod – dogów itd. Takie to „drogie, tanie” wszystko w Kanadzie:). A może po prostu jest inaczej i „co się dziwisz.” 🙂 Jak myślicie?:)

2 thoughts on “Koszty życia w CA – part 2

    1. No wszystko zależy ile bierze Twój denstysta w Polsce. Moja Pani dentystka mogłaby wziąć ok. 250 zł za duży ubytek i znieczulenie. Na 100zł to w ogóle nie miałabym co liczyć 🙂 Wiem, są tańsi stomatolodzy w moim mieście – ale moja jest dobra i ją lubię, co zrobić …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *