Będę go zjadł!

Tak dla przypomnienia, gdyby nie wszyscy wiedzieli o czym mowa 🙂 to ten post będzie o … jedzeniu. A na zdjęciu głównym jest langusta w bułce z sałatką „colesław” 🙂 konsumowana przez nas na Wyspie Księcia Edwarda.
Ostatnio przez przypadek oglądałam filmik pewnej nastolatki z wymiany licealnej pomiędzy PL – USA. Owa młoda dama opisywała w nim swoje „zaskoczenia” w Ameryce i wspomniała w nim między innymi o jedzeniu. Jak się okazało, była zaskoczona tym samym co ja 🙂 swego czasu, a mianowicie – ilością mrożonek w sklepach. Nie wiem jak jest w USA, bo nie byłam, ale z tego co ona opisuje – chyba podobnie jest w Kanadzie – zatem zamrażarki są całymi regałami, regałami od góry do dołu wypełnionymi mrożonkami z napisem „Breakfast”, „Lunch”, „Dinner” 🙂 Jeśli ktoś nie lubi mrożonek, to można też kupić gotowy obiad do podgrzania w piekarniku na odpowiednim stoisku w sklepie lub „pół produkty” w zwykłej lodówce i sobie gotowe udko faszerowane fetą i szpinakiem upiec – co ciekawe lodówki najczęściej nie są zamykane od góry szybą jak w PL. Czy tak się tutaj je? I tak i nie 🙂 Widzę, że ludzie kupują mrożonki, ale nie powiedziałabym, że jest to jakaś większość. Na pewno wiele osób, szczególnie młodych nie bardzo umie gotować i wymieszanie kilku gotowych produktów razem na patelni spotkać się może z „WOW” szczególnie jeśli dodamy do tego dużo sera 🙂 .

Kanada jest sporym miksem kulturowym, więc trudno o jakąś „kanadyjską kuchnię.” Na pewno je się tutaj dużo więcej wołowiny niż wieprzowiny czy kurczaka (indyk czy gęś to rzadkość na stole). Dużo dań przygotowuje się z wykorzystaniem innym produktów niż w PL – czyli powszechne jest stosowanie słodkich ziemniaków, awokado, rzepy, jarmużu, szparagów, dyni, sałaty rzymskiej (lodowa jest w całkowitej niełasce) czy brokułów. Dużo bardziej dostępne jest sushi – (chociaż w Singapurze było znaaaacznie smaczniejsze) kuchnia meksykańska, chińska, arabska, tajska czy indyjska. Szczególnie w Halifaxie można posmakować kuchni libańskiej oraz greckiej. Natomiast widok kebaba – a przynajmniej takiego jakim go znamy z PL należy do rzadkości. Na pewno jest dużo większy wybór typowych fast foodów jak”mac,” ale moim osobistym zdaniem dużo większą popularnością cieszy się pizza niż hamburger. Co innego steak – ale steak tutaj, to już porządna sztuka mięsa (Osobiście jadłam tylko raz – fanką nie będę). Za to smakował mi  „poutine”, co szczerze polecam 🙂

20141110_153347_900px

Co na przekąskę?

W Kandzie dużo bardziej cenione są nachos z salsą, niż zwykłe chipsy (jeśli można jeszcze w ogóle mówić o zwykłych chipsach, bo tylu odmian i rodzajów to nigdzie w EU nie widziałam, ale … może mało widziałam). „Domowe” guacamole, krewetki z sosem i talerz serów – tego można by się spodziewać najczęściej. A jeśli planujemy film to obowiązkowo pop corn z duuużą ilością soli.

Co na słodko?

Mogą być owoce –  dostępne cały rok truskawki, maliny, jagody, mandarynki, banany, melony itp. Jeśli ciasto to coś w stylu kekso – babki, muffiny, brownie, czyli wszelkiej maści ciasta ucierane. Ewentualnie tarta z jabłkiem, dynią lub cytryną. Muszę przyznać, że większość ludzi jaką miałam okazję poznać zdecydowanie woli mięso niż słodycze, może także dlatego, że cukier jest tutaj dodawany do wszystkiego i nawet wędlina ma posmak syropu klonowego. A wiadomo co za dużo to nie zdrowo 🙂 Słonawy sernik w stylu „nowojorskim” to już ciasto wykwintne. Ciekawe czy gdyby była tutaj obecna polska cukiernia, to w ogóle miałaby klientów?

A na obiad?

Sztuka mięsa, najpewniej wołowego + puree ze słodkich ziemniaków. Może też być szybka kuchnia włoska, coś z sosem pomidorowym i obowiązkowo żółtym serem. Aha … no i bym zapomniała – bekon – co prawda, to bardziej na śniadania z jajkiem, ale bekon to jest chyba to co Kanadyjczycy naprawdę lubią, znacznie bardziej niż my.

I do picia – oczywiście woda, kawa, ale przelewowa i najlepiej z Tim Hortons oraz popy (cola, sprite itp.) Żadne tam herbatki! A jak wino to na zakrętkę i spokojnie w butelce 1l lub 1.5l . No chyba, że tak jak my chce się z Europy – to już korkociąg może się przydać.

Wbrew pozorom, kuchnia tutejsza nie jest „taka” straszna. Tak – nie smakują mi tutaj tak samo jak w Polsce: ziemniaki, chleb, mleko, warzywa czy jabłka, o wędlinie czy ciastach nie wspominając – ale tragedii też wielkiej nie ma.

Przeszkadza trochę fakt, że dużo rzeczy jest z USA 🙁 a nie z Kanady, co może sugerować, że ma więcej pestycydów. Mięsa jemy mniej, ale to dlatego, że sklepów mięsnych mniej – a w hipermarkecie nie zawsze świeże i pakowane w tacki po 10 sztuk jak dla wojska, a nas tylko 2 🙂 Z drugiej strony dużo łatwiej o żywność ekologiczną w zwykłym sklepie typu „tesco” oznakowaną jako „organic” – i  muszę przyznać, że różnica w cenie oraz w smaku jest spora. Natomiast mam wrażenie, że ogólnie, jedzenie zwykłe w Kandzie jest dużo droższe niż w Polsce, nawet jeśli przeliczymy to na nasze „jednostki”.

 

 

2 thoughts on “Będę go zjadł!

  1. No dobrze Emilko a co to jest poutine? i z czym to sie je… i jakie jest Twoje ulubione danie z Kanady?

    1. 🙂 Poutine to nic innego jak french fries polane sosem pieczeniowym (myślę, że pewnie go robią z torebki, ale nie wiem 🙂 na pewno) i podane z serem żółtym na wierzchu – najbardziej przypominającym naszą białą mozzarele w smaku. Nazywają to tutaj: cheese curds. Danie jest na tyle sycące, że już nic nie zjesz po takiej porcji, serio. A jesz to samo w sobie:). Okazyjnie mogą Ci zmienić smak sosu na np. bekonowo – klonowy, albo dodać kawałeczki bekonu na wierzch, ale oryginalne danie go nie posiada. A moje ulubione danie z Kanady to hmm.sushi? heh a tak na poważnie..chyba jeszcze nie jadłam 🙂 ale pewnie w Polsce brakowałoby mi dobrego mleka kokosowego jakie mogę kupić tutaj – bez gumy guar i polepszaczy, tylko kokos i woda, i syropu klonowego oraz ananasa 🙂 świeżego tutaj są o wiele smaczniejsze niż w PL.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *