Dentysta w Kanadzie – uczucia mieszane

O dentystach w Kanadzie nasłuchałam się dużo historii, zanim miałam jeszcze okazję sama skorzystać, więc jak to zwykle bywa, uczucia miałam mieszane. No dobra, bez ściemy – zwyczajnie w świecie się bałam. Primo, że będzie drogo, secundo, że się nie będzie znał. Co prawda pamiętam, jak kiedyś na czyszczeniu zębów wspomniałam higienistce, że za kilka miesięcy wybieram się do Kanady a wtedy ona powiedziała, że: „Wow, Kanada ma super higienistów, bierzemy u nich szkolenia,” więc myślę sobie – wiedzą ludzie co robią, ale potem przyjechałam tutaj, pogadałam z rodakami i wystraszyli nas na tyle, że z ułamanym zębem M. dwa lata temu, czekaliśmy 3 miesiące na lot do Polski, byle „nie robić zęba” w Kanadzie.

Dzisiaj wiem, że wszystko zależy od dentysty, Twojego ubezpieczenia i trochę szczęścia do ludzi – jak ze wszystkim w życiu. Za drugim razem trafiłam na gabinet, który mnie do siebie przekonał, ale znam historię ludzi – co tyle szczęścia nie mieli. Ogólnie – z mojego doświadczenia wizyta u dentysty tutaj będzie przebiegała zupełnie inaczej. Po pierwsze, lekarz nie zajrzy Ci do buzi, dopóki nie będzie widział zdjęcia rtg. Praktycznie na każdej wizycie, cokolwiek zgłosisz lekarz będzie robił kolejne zdjęcia. W zasadzie to nie on, tylko asystentka dentystyczna wykonuje całą pracę. Pamiętam mój pierwszy raz tutaj u stomatologa – oczywiście poszłam do Polaka – który kompletnie nie mówił po polsku 🙂 hehe tiaaak, taka chciałam być sprytna, asystentka robi ze mną wywiad, co mnie boli, o co chodzi. Tłumaczę, że w zasadzie utyka mi jedzenie pomiędzy dwoma zębami, więc chciałabym sprawdzić, czy przypadkiem nie wypadł mi kawałek wypełnienia, nic mnie nie boli z tego tytułu, ale takie wyjmowanie jedzenia jest uciążliwe. Pani wysłuchała i mówi: „Ok, to zrobimy prześwietlenie zębów left & right side„. Jeszcze przytomna pytam: „Hmm, ale po co right side, skoro mój problem to jest left side?” Na co Pani asystentka – stwierdza „No tak …Ty tu jesteś szefem, to jak nie chcesz prawej strony to zrobimy tylko lewą„. Robi zdjęcie Rtg – super szybko i za sekundę ma wynik na swoim komputerze. Potem przychodzi lekarz i ta sama asystentka opowiada mu z czym przyszłam. Wiecie, trochę to śmieszne, że lekarz nie pyta mnie, tylko ją – więc w efekcie, rozmowa nad Twoją głową tycząca Ciebie, odbywa się w formie „She came with ….”. Hello? Ja Tu Jestem, można mnie zapytać z czym przyszłam – muszę przyznać, że czułam się dość dziwnie. W każdym razie, jak już się Pan doktor dowiedział z czym przyszłam, spojrzał na zdjęcie i mówi:”O tak, tak jest ubytek – robimy?” No pewnie, że robimy – na co będę czekać – to mówię, że tak i że poproszę ze znieczuleniem. Tutaj szelmowski uśmiech lekarza „Ależ oczywiście, inaczej nie robimy„. Dodam, że do mojej buzi w ogóle nie zajrzał. W Polsce moja Pani doktor, po wywiadzie od razu mówi: „zobaczymy co się dzieje„, a przy okazji ZAWSZE, spojrzy na inne zęby, żeby ocenić czy coś się nie zaczyna niepokojącego dziać – szczególnie, gdy mnie u niej nie było ponad rok. A tutaj jestem u człowieka pierwszy raz, a on nawet nie ogląda tego z czym przyszłam, nie mówiąc już o innych zębach. Myślę sobie: „Hm … serio? No dobra …”. Położyli mnie całkiem na płasko na fotelu (w PL akurat moja Pani doktor nie kładzie pacjentów na płasko, ale w Wawie jak kiedyś byłam, też mnie kładli, więc niech tam – widać taka technika :)) i 20 min. później słyszę coś takiego od lekarza: „ooo … hmm, widzę że to z czym przyszłaś, to nie jest chyba to co ja Ci robię, ale nie martw się, jak już jest ząb znieczulony to zrobię Ci i to co Ci przeszkadza„. Pierwsza lampka czerwona się zapaliła – „Ale, że co??? Że robi mi innego zęba niż chciałam?” 1o min. później słyszę, że: „O kurczę, nie mam styku między zębami, pierwszy raz mi się to zdarza w karierze, ale nie martw się, zaraz to naprawię.” Druga czerwona lampka się zapala – myślę: „OMG – a ostrzegali, żeby nie iść w Kanadzie do dentysty„. Ostatecznie po jakichś 40 min, schodzę z fotela i się dowiaduję, że – na prześwietleniu wyszedł mi ubytek i się na nim lekarz skupił, a zapomniał, że przyszłam z przerwą między zębami, ale że to na szczęście był ten sam ząbek tylko z innej strony, to przy okazji naprawił i ten defekt. Uff, zapłaciłam jak za jednego zęba i prześwietlenie, razem coś koło 50 Cad (mamy ubezpieczenie na 80%). Po wizycie ząb zyskał czarną kreskę na boku. (Jak się później dowiedziałam, bo kolor wypełnienia nie był dobrze dobrany, ale to w niczym nie przeszkadza. Really? Mi przeszkadza!). Zapytałam się jeszcze, czy mam coś nie jeść, nie pić – ale nie – wszystko wolno mam się nic nie martwić. Hmm…

Nie muszę chyba dodawać, że to był mój pierwszy i ostatni raz w tym gabinecie. Od tego czasu mam już nową dentystkę, kończyła studia w Niemczech, z pochodzenia jest Turczynką i jakoś mam do niej większe zaufanie niż do mojego „Polsko-Kanadyjskiego” kolegi. No niestety. Co prawda, też nie zajrzy Ci do buzi bez zdjęcia i w ogóle mam wrażenie, że tutejsi lekarze nie umieją oceniać stanu uzębienia „na oko”. Nawet jak się umówisz na przegląd zębów. to po prostu robią Ci serię kilku zdjęć i pantomogram, omawiają z Tobą każde zdjęcie na telewizorze, a potem jeszcze na odchodne, dopiero jak coś na zdjęciu było „nie tak” zajrzą Ci do buzi.  Trochę dziwne, bo ok – rozumiem, że zdjęcie jest potrzebne czasem, ale takie dawki promieniowania, to za zdrowe nie są chyba, c’nie? Widać w Kanadzie, to nie ważne, fluor w kranie i zdjęcie na każdej wizycie to standard.  Aha,  jak się umawiacie na usuwanie kamienia, to spora szansa, że będzie to robione „ręcznie” bez żadnych specjalnych urządzeń, piaskarek czy czegokolwiek.

W sumie miałam i tak szczęście, bo tylko raz zmieniałam lekarza. Koleżanka, trochę cięższy przypadek była chyba u 3 i dalej szuka. Albo się nie znali, albo „przepłacała”. U jej 4 latka najpierw powiedzieli, że piękne ząbki 10/10 a pół roku później miał chyba z 6 zębów do zrobienia, z czego założyli mu 4 metalowe korony. Pierwszy raz widziałam korony u 4 latka. I teraz bądź tu mądry, czy pierwszy lekarz niedowidział, czy kolejny Cię nabił w butelkę … Pytałam znajomej dentystki, wiadomo, mówi tyle przypadków ile ludzi, ale nawet dla niej –  6 miesięcy i aż tyle ubytków ze stanu 10/10 to coś jest nie tak. Także takie buty w tej Kanadzie.

Z drugiej strony, dużo też pewnie zależy od tego, jakie macie doświadczenia z dentystami w Polsce. Moja inna znajoma twierdzi, że w Polsce to miała zęby zniszczone, a dopiero tutaj w Kanadzie jej wszystko naprawili jak potrzeba. Na pewno, technicznie czy może technologicznie moja dentystka w Polsce niczym nie odstaje od kanadyjskiej elity, a śmiem twierdzić, że „na oko”- to jest znacznie lepsza. Bo co jak co, ja tam na „oko” oceniać umiem (hehe żarcik taki, wiecie o co chodzi).

Aha – ceny, o cenach pisałam trochę tutaj.

Jeśli chodzi o Nową Szkocję, to istnieje coś takiego jak „cennik usług” dla całej prowincji, ustalony przez tutejszą Naczelną Radę Dentystyczną i on wyznacza ceny za usługi, co oznacza, że możecie sobie sprawdzić ile coś powinno kosztować. W praktyce, dentysta może wziąć od was mniej lub więcej. Zwykle biorą bliżej maksa, ale czasem (na przykład u mnie) raczej mniej, niż zaleca guide. Wato wiedzieć, czy wasz dentysta nie robi was w przysłowiową „trąbę”. Na pewno na zrobienie korony i bardziej zaawansowane rzeczy, „taniej” wyjdzie wam polecieć do Polski.

Jak chcecie poczytać więcej historii mrożących krew w żyłach polecam jeszcze raz blog Kasi i wpis: http://kanadasienada.pl/kanadyjski-dentysta/oraz obejrzyjcie ten odcinek MarketPlace.

Miłego dnia i ten no … pięknego, zdrowego uśmiechu!

Ps: Jeśli zastanawialiście się kiedyś dlaczego Amerykanie mają takie białe zęby- to dlatego, że je wybielają. A tutaj inna Kasia wytłumaczy wam dlaczego to robią.

E.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *