Kanada też jest fajna!

Po ostatnim wpisie o mitach mam już w głowie kolejny 🙂 o podobnej tematyce, ale w międzyczasie postanowiłam napisać coś optymistycznego, żebyście nie myśleli, że Kanada to tylko taka „inna” niż w reklamie i nawet nie da się jasno powiedzieć czy „nam się tu podoba, czy nie?” Otóż, z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że w Kanadzie są też bardzo fajne rzeczy :), których brakuje mi w Polsce … ale kto wie, może z czasem też się ich dorobimy. Miło by było. Zatem zaczynamy i od razu mówię kolejność całkiem przypadkowa, żeby nie było:

  1. Szerokie miejsca parkingowe i drogi, duże samochody, kultura jazdy.
    Jak już wiecie po Kanadzie jeździmy od jakiegoś roku SUV-em i szczerze przyznaję, że jeśli przyjdzie nam w przyszłości zmienić auto na „mniejsze” to będzie dziwnie. Już teraz, gdy mam okazję, jako pasażer, przejechać się nisko zawieszonym autem to gdzieś po głowie kołacze się myśl i uczucie, że „siedzę nisko, jak na podłodze.” Oj tak, przyzwyczaiłam się do lekkiego zeskakiwania z fotelu pasażera. Oczywiście, że w Polsce też można jeździć SUV-em, ale myślę, że będzie drożej (koszta benzyny, dostępność modeli) a na pewno „ciaśniej” na drogach. Tutejsze miejsca parkingowe z reguły są znacznie szersze. Jak dołożymy do tego szerokie jezdnie, przepisowe jeżdżenie i sporą dozę uprzejmości innych kierowców, to jazda autem po Kanadzie kosztuje nas znacznie mniej stresu! Oczywiście, mniej „sprawni” kierowcy też tutaj się znajdą, w końcu mamy mix kulturowy, a kto był choćby w Egipcie czy Włoszech  doskonale wie, że nawyki za kółkiem mogą być baaardzo odmienne od naszych, a kierowców mamy z całego świata. Słyszałam, że najgorszą opinię wśród lokalsów mają Azjaci i Hindusi, chociaż mój znajomy Chińczyk, sam swoich rodaków uważa za najgorszych kierowców, także tak … Poniżej kilka zdjęć obrazujących co i jak.
  2. Zachody słońca, niebo, przyroda na „wyciągnięcie ręki,” przestrzeń bez reklam.
    Nie wiem do końca czym to wytłumaczyć, czy większą przestrzenią wkoło, czy mniejszym zanieczyszczeniem powietrza, ale kanadyjskie zachody słońca urzekają. Niebo nabiera niesamowitych kolorów, chmury przezabawnych kształtów – jest pięknie i to niezależnie od pory roku i miejsca w którym jesteście. W ogóle mam wrażenie, że niebo wydaję się być wyżej. Fakt, mieszkamy teraz w Nowej Szkocji i to jest trochę taki „koniec świata”, ale w Toronto czy Montrealu też mieliśmy okazję uświadczyć piękne zachody słońca, więc bierzemy to na karb samej Kanady, niech tam. Ogólnie, przynajmniej w Halifaxie, nie trzeba nigdzie daleko jechać, żeby móc rozkoszować się ładnymi widokami i żywą przyroda (w tym szopami praczami czy sarenkami pod oknem w środku miasta). Dodatkowo bardzo doceniam fakt, że nie mamy tutaj tak wielu (lub może prawie wcale) bilbordów i ogrodzeń z reklamami. Mam ochotę zanucić jaki tu spokój, jaka tu cisza. Serio, oko może odpocząć i delektować się przyrodą.Tak … po prostu.
  3.  Biblioteki w Kanadzie są AWESOME!
    Biblioteki w Kanadzie są super. Przede wszystkim żyją. Mają specjalne miejsca do pracy i nauki, dostęp do komputerów, wewnętrzne place zabaw – gdzie rodzice w deszczowy dzień mogą przyjść z pociechami i pod swoim okiem popilnować jak bawią się z innymi dziećmi. Mają w środku miejsce, gdzie możecie zjeść i napić się kawki, odbyć szkolenie (są specjalne sale treningowe), możecie wynająć sobie salę na urodziny dla dziecka i w końcu last but not least usiąść na kanapie i poczytać wybraną przez was pozycję. Jak wam się znudzi zabieracie książki do domu (niektóre są dostępne tylko na miejscu, bo jest ich za mało) limit wypożyczeń, uwaga – 60 na miesiąc, i możecie je trzymać od miesiąca do prawie trzech. Przedłużacie je online. A seniorzy po 65 roku życia mogą liczyć na home delivery! No i jak ich tu za to nie kochać? (Anegdota: jesteśmy u znajomych na imprezie, godzina 1 w nocy – pytam nieśmiało: „A gdzie Ala o tej porze – u chłopaka?” I tutaj pada odpowiedź: „A nie, gdzie tam – w bibliotece.” Wtedy myślałam „Aha .. jasne, teraz to się nazywa BIBLIOTEKA…” ) Nooo, to tak. Faktycznie była w bibliotece, w Ottawie niektóre są czynne bodajże do 2 w nocy, u nas chyba krócej. Dlatego uważam, że to miejsce to jest jak mekka kulturalna, trzeba tam pójść chociaż raz w życiu.

    Biblioteka Główna w Halifaxie

  4. Dostęp do tzw. „craftów” i zajęć za grosze.
    Przez ten termin rozumiem wszystkie możliwe materiały plastyczne. Chcecie malować, rzeźbić, robić na drutach, biżuterię, projekty decoupage, czy cokolwiek wam się zamarzy – możecie zacząć i popróbować za grosze, a potem pójść na wyżyny i zaopatrzyć się w lepszy sprzęt choćby w Michaels. W tym ostatnim nie polecam kupować bez kuponów czy poza promocją, ceny bywają zaporowe. Ale nie o to chodzi, chodzi o dostępność – takie sklepy i materiały są i są widoczne, można z nich korzystać, nie będąc plastykiem. Nie jest to jakaś tajemna wiedza dla wybranych, i to mi się podoba ogromnie. Dzieciaki od małego mogą rozwijać swoje umiejętności plastyczne i artystyczne na dużo bardziej fajnym poziomie niż brystol i farby plakatowe. To uczy i otwiera na projekty DIY (Do IT Yourself), dlatego nie dziwi mnie taka ilość filmików na YouTube w j. angielskim o takiej tematyce. To jest po prostu tutaj w Ameryce dużo tańsze, no i przede wszystkim JEST. Dodatkowo w Micheals’ie  albo tzw. Community Center, możecie się zapisać na zajęcia, warsztaty organizowane cyklicznie np. jak robić wieniec na święta, jak zrobić ramkę itp. Jest to odpłatne, jasne – ale jest. A dzięki takim Community Center zajęcie mają także seniorzy, którzy mogą się dzielić swoją wiedzą z dzieciakami i innymi mieszkańcami miasta. Fajna sprawa.

    Dzięki craftom mogłam malować i sprzedawać bombki na Święta
    Szopka w wydaniu minimalistycznym moja ulubiona.
    Powiedzmy, że zachód Słońca w Nowej Szkocji 🙂

    I takie sobie obrazki namalowałam. Miało być „Noc i dzień” 🙂 a wyszło jak jest hehe.
  5. Ludzie w większości są mili, uprzejmi i uśmiechnięci i ogólnie panuje kultura „zaufania” i wzajemnej życzliwości.
    Tak wiem, ostatnio pisałam, że nie zawsze. To prawda – nie mówię, że zawsze. Ostatnio rozmawiałam ze znajomą Filipinką, która przeniosła się do Montrealu i trochę się żaliła do mnie, że ludzie tam nie są już tacy mili jak u nas w Halifaxie. Mniej się uśmiechają i nie są tacy otwarci na small talk, pytała czy w Ottawie było tak samo i szczerze jej powiedziałam, że nie wiem. Ottawa to było pierwsze miejsce w Kanadzie, gdzie wylądowaliśmy, wiec nasz odbiór był taki, że wszyscy są super mili – bo mieliśmy porównanie do Polski. Czy dzisiaj było by tak samo? Chce wierzyć, że tak. Ogólnie w Kanadzie ludzie na siebie raczej patrzą, uśmiechają i zagadują. Ufają, że każdy ma dobre intencje i unikają konfliktów. Nie poruszają „ciężkich” tematów, nie mówią wprost, żeby kogoś nie obrazić i przepraszają nawet jak nie potrzeba. (Taka dygresja – gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie, zaryzykowałabym twierdzenie, że gdzie dwóch Kanadyjczyków – mam tu na myśli pokolenie tych już urodzonych tutaj- tam …. zero opinii? – a nawet jak jest, to się jej nie mówi na głos coby nikogo nie urazić. W efekcie często nie jest podejmowane żadne działanie, jeśli trzeba podjąć jakąś decyzję lub coś zmienić :)Pomruczymy sobie i tyle było heh – koniec dygresji). W Polsce nie jest tak łatwo, trudna historia, lata okupacji, komunizm, podziały wśród Polaków robią swoje. Nie ufamy tak łatwo innym, obrażamy się o wszystko, musimy mieć zawsze racje, forsujemy do upadłego … Eh, trochę tam historię znam i wiem, że to wszystko ma swoje powody w przeszłości, to nie wzięło się z sufitu i nie można naszej historii i mentalności „wygumkować myszką ” chociaż pewne grupy by chciały. Ale tak sobie myślę i tego mnie uczy Kanada, że oprócz tych niefajnych ludzi, jest ogrom fajnych i pozytywnych i to ich trzeba szukać w życiu, nimi się otaczać i ich szukać nieustannie i codziennie. Udało nam się spotkać na swojej drodze całe mnóstwo dobrych ludzi, którzy nam pomogli, bezinteresownie, z serca – nam – tutaj obcym. Bo im kiedyś też ktoś pomógł, bo się nie bali, bo dobro wraca, bo tego się nauczyli od innych. Polacy imigranci, Polacy urodzeni już tutaj, Kanadyjczycy. Można? Można …warto z tego czerpać, podać dalej. Uff – tak to już koniec tego mędrkowania. Jak zwykle nie musicie się ze mną zgadzać. Jestem z tym OK.
  6.  Możliwość poznania ludzi z całego świata.
    To jest super doświadczenie. Jest okazja podpatrzeć inne kultury, wspólnie „potęsknić” za domem zostawionym tam daleko za oceanem, popróbować kuchni świata, zrozumieć inne religie i zwyczaje, zobaczyć co nas dzieli a co różni. Czerpać garściami. Pod tym względem myślę, że jednak Kanada jest wyjątkowa i wyraża się właśnie tą różnorodnością, chociaż pewnie różną – w różnych prowincjach, miastach.
  7. Obsługa klienta i polityka zwrotów.
    Pisałam już o tym tutaj, ale napiszę jeszcze raz. Możliwość oddania towaru, który nie spełnia waszych oczekiwań bez żadnego „ale”, nawet po tym jak zdążyliście go użyć jest super. Ostatnio kupiłam 2 pary butów, jedne po dniu chodzenia okazały się „za duże” i niewygodne, drugie „za masywne.” Obie pary mogłam oddać (w różnych sklepach) bez podawania żadnych przyczyn. Od razu uprzedzę pytanie, że to nie był mój cel z góry, po prostu wiedząc, że mogę coś oddać bez strachu, że będę musiała się kłócić, wyjaśniać, czuć winna – kupuję chętniej, bo wiem – że w razie czego oddam. Plus sprzedawca jest najczęściej miły i uśmiechnięty i często przynajmniej sprawia wrażenie, że chce Ci pomóc, wyjaśnić coś jak masz pytania. Po prostu w Kanadzie w sklepie, nie czujesz się jak intruz, czy potencjalny złodziej (tu mi się przypominają nasze polskie drogerie, sklepy Społem i panowie ochroniarze, chodzący za Tobą jak cień), ale jak gość. Dodatkowo np. w Costco możesz dostać różnicę w cenie, jeśli kupiłeś produkt, który np. w następnych tygodniu jest u nich w promocji, jeśli sprawdzasz ceny regularnie, masz gwarancję, że zapłacisz najniższą cenę. Jutro idziemy zgłosić ser żółty i zarobimy 2.5 dolara. Jupi!
  8. Kanadyjskie skanseny.
    Mieliśmy w te wakacje okazję być w dwóch tego typu muzeach historycznych i muszę przyznać – super sprawa. Pracownicy przebierają się w stroje z danej epoki i „odgrywają” swoje codzienne życie, w tamtych czasach. Macie szansę dowiedzieć się czyj to dom, dlaczego tak wygląda, co dana osoba robi + mały pokaz warsztatowy. Bardzo edukacyjne i interakcyjne muzeum pierwszych osadników z Europy. Szczerze polecam, my byliśmy tutaj.

    Wnętrze jednej z chatek francuskich osadników (Acadians).
    Piec z początku XX wieku.

    Bankier.
  9. Luz.
    Tutaj powiem krótko, Kanada da się lubić za brak nadęcia. No dress, no stress:) if you know what I mean. I nie chodzi mi o to, że lubimy chodzić na golasa. Po prostu jest swoboda, luz i nic nie dziwi, chociaż jak jest okazja się „odstawić” to uwierz mi, wszystkie kobietki się odstawią i zapomnisz, że jesteś w Kanadzie 🙂 That’s for sure. Tak przy okazji polecam wam obejrzeć krótki wykład z tedx pewnej Amerykanki tutaj.  Trochę mnie rozbawił, ale teraz przynajmniej rozumiem kontekst społeczny. Polecam, przy okazji jest szansa, że zrobicie porządek w szafie. Także ten, w Kanadzie też są fajne rzeczy:)Ps: No i bym zapomniała … nooo przecież, ceny benzyny i gadżetów elektronicznych wszelkiej maści też są fajne, tyle co w Polsce kosztują, ale jak się zarabia w dolarach to jakby taniej.E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *