Nova Scotia PNP – nasze doświadczenia

Zanim jeszcze przyjechaliśmy do Kanady w ramach programu IEC 2014, zdawaliśmy już sobie sprawę, że jedną z możliwości pozostania w tym kraju na dłużej jest skorzystanie z opcji PNP (Provincial Nominee Program). Większość prowincji kanadyjskich ma takie programy imigracyjne, dzięki którym można starać się później o pobyt stały. Pamiętam, że przeglądając fora o wyjeździe do Kanady, wielu rodaków radziło, żeby od razu „lądować” w Manitobie, bo tam – w tamtym czasie – można było najłatwiej i najszybciej dostać taką nominację. Manitoba nie była jednak w naszych planach. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, w tamtym okresie nie mieliśmy w planie w ogóle zostawać w Kanadzie na dłużej, miało być work and travel 🙂 z naciskiem na work and experience. Szybko jednak okazało się, że przyjazd w październiku do Ottawy, to nie jest najlepszy czas na szukanie pracy w zawodzie, że bilingual oznacza tylko francuski i angielski, a do pracy w IT w stolicy, dobrze jest mieć „security clearance”. Roczna wiza pracownicza nie wzbudzała też zbytniego zaufania wśród agencji HR-owych, a i sam IEC nie za wiele mówił. Oj tak, pierwsze miesiące w Kanadzie – zjadały nasze polskie oszczędności i nie było za wesoło. Wszyscy mówili, że bez znajomości (networkingu) pracy się nie znajdzie (dodam, że znajomości tutaj – to pojęcie rozumiane zarówno tak jak u nas po polsku, ale też dużo częściej – to bardziej zwykłe polecenie kogoś i pomoc w znalezieniu pracy bez koneksji rodzinnych czy politycznych. W każdym razie, ważne KOGO i ILE osób znasz. Im więcej tym lepiej. Co więcej, na szkoleniach z szukania pracy dla profesjonalistów (poszliśmy sobie na takie – bo jak „dają” za darmo to dlaczego nie – zawsze się człowiek może czegoś nowego dowiedzieć) Pan przekonywał, że w Internecie pracy nie ma i w ogóle szukać w ten sposób odradza. Lepiej jest dzwonić po firmach lub iść osobiście tam, gdzie chce się pracować i prosić pracujących tam ludzi o umówienie się z Tobą na takie niezobowiązujące „informational interview”. Pamiętam, że niektórzy znajomi Kanadyjczycy w Ottawie nie mieli pojęcie, że w ogóle coś takiego istnieje, a jeden wręcz przekonywał, że gdyby z Nim się ktoś chciał tak umówić, to raczej by podziękował. Także takie buty, ale z Panem ekspertem od doradztwa zawodowego się nie dyskutuje, c’nie? (Trochę jestem tutaj złośliwa, ale zawsze mnie zastanawia na ile taki szkoleniowiec jest „praktykiem” a na ile „teoretykiem” w swoim przedmiocie – który moim zdaniem – jest mega praktycznym. W sensie, ON sam swoją pozycję trenera ma już X lat, ale jego zajęcia tylko z roku na rok zmieniają nazwę, a nie swoją zawartość. A na proste pytanie: kto dokładnie czyta list motywacyjny – nie bardzo umie odpowiedzieć). 

Dobrze, że ostatecznie nasz przypadek był wyjątkiem potwierdzającym regułę i M. znalazł pracę całkiem samodzielnie, na umowę na czas nieokreślony, bez żadnych znajomości, przez Internet i bez dzwonienia z prośbami o wspomniane wcześniej interview. Minus był taki, że zajęło nam to prawie 5 miesięcy, a praca znalazła się w kompletnie innej prowincji, gdzieś na końcu świata tj. końcu Kanady :), a zarobki nie powaliły na kolana. Ok, w tamtym czasie było nam wszystko jedno, byle już nie trwonić naszych bezcennych złotówek.

I tak, w skrócie mówiąc, wylądowaliśmy w Halifaxie, w Nowej Szkocji w połowie marca – trafiając przy okazji  na zimę „stulecia”. Eh, ma się to szczęście. Zimę lubimy, żeby nie było. Ta w Ottawie była bardzo zimna (najzimniejsza od 115 lat!) i bardzo śnieżna, natomiast w NS – uwierzcie mi na słowo, było wtedy strasznie i właściwie szło się popłakać.

Ale, wracając do meritum – M. rozpoczął pracę w kwietniu, a nasza wiza pracownicza była ważna jeszcze tylko 6 miesięcy. Trochę szkoda nam się zrobiło, że teraz właśnie trzeba będzie wyjechać, więc zaczęłam szukać w Internecie: na forach, stronach rządowych, pytać znajomych – jakie mamy możliwości pozostanie w Kanadzie na dłużej. Od razu mówię, w 2015 r. nie spełnialiśmy wymogów na Express Entry – brak IELTS i doświadczenia rocznego w pracy w Kanadzie plus limity punktowe, w tamtym okresie, dające szansę na wylosowanie, były baaardzo wysokie.

Po przeanalizowaniu wszystkich opcji, doszliśmy do wniosku, że mamy tylko dwa wyjścia:

  • A) Szkoła (college) – ja idę na „studia”. W tym celu najpierw muszę opłacić i zdać egzamin z academic IELTS na odpowiednim poziomie, potem aplikuję do wybranej szkoły, i podczas gdy ja się uczę – M. ma dalej utrzymany OPW.
  • B) Próbujemy naszych sił w PNP Nova Scotia Work Skills Demand i jeśli dostaniemy nominację, składamy papiery o nowe pozwolenie o pracę i status stałego rezydenta – PR. (W 2015 r. wystarczyło mieć: full time job offer w NS o odpowiednim profilu NOC O, A lub B; udokumentowane doświadczenie roczne na danej pozycji – niekoniecznie kanadyjskie; dobrą znajomość angielskiego bez konieczności przedstawiania wyników testu – my daliśmy list z informacją od poprzedniego pracodawcy z polski, że M. pracował tam również korzystając na co dzień z j. angielskiego).

Opcja A była bardzo droga (20.000 -30.000 CAD), a my nie byliśmy jakoś super zdesperowani. Perspektywa powrotu do kraju – jeśli nie udałoby się nam zostać – nie przerażała nas zbytnio, toteż postanowiliśmy pójść za ciosem i spróbować zaaplikować o nominację, trochę na zasadzie – uda się albo się nie uda. Pamiętam, jak poszliśmy w maju albo czerwcu na zorganizowane spotkanie dla osób zainteresowanych programem i się dowiedzieliśmy, że na rozpatrzenie aplikacji urzędnicy mają około 2-3 miesięcy, a nasz zegar już tykał nieubłaganie. Co to był za stres …

Łatwo nie było – powiem szczerze, ale tylko dlatego że pracodawca M. nie śpieszył się zbytnio z wypełnieniem potrzebnych do PNP dokumentów. W międzyczasie okazało się także, że M. za mało zarabia wg. standardów prowincjonalnych (no co Wam będę mówić, wykorzystują ludzi i tyle 🙂 ) i możemy w ogóle nie być „eligible” do aplikowania o PNP.

Ale to nie koniec, HR-owe Panie wpadły na pomysł rozbicia M. „job offer” na dwa numery NOC (no bo po co dawać człowiekowi podwyżkę, prawda?) z różnymi stawkami godzinowymi i to przeszło. Radość była jednak chwilowa, bo prawie mieliśmy wszystkie papierki, a tu – w połowie 2015 r. zmieniły się przepisy i pracodawca musiał jeszcze uiścić opłatę, że jest LMIA exempt i zatrudnia obcokrajowca, więc doszedł nam dodatkowy dokument, na który trzeba było znowu poczekać. Pielgrzymki do HR nie za wiele pomagały, a nasz zegar tykał i tykał, a my pomału traciliśmy nadzieję, że coś z tego będzie.

Ostatecznie wszystkie dokumenty dostaliśmy od pracodawcy, jakoś na początku sierpnia, więc jeszcze tego samego dnia złożyliśmy osobiście aplikację o PNP NS.  Nasze pozwolenia o pracę ważne były do połowy października 2015 r., a pod koniec sierpnia mieliśmy wykupione bilety do Polski (lecąc na IEC kupiliśmy bilet w obie strony z jak najdłuższą możliwą datą powrotu) i stwierdziliśmy, że trudno – lecimy, a z powrotem – będzie co ma być.  Na szczęście, nasze pismo przewodnie do dokumentacji, że jesteśmy w DUŻYM „niedoczasie” chyba pomogło, bo niespełna miesiąc później dostaliśmy decyzję pozytywną, a wraz z nią dokument tzw. „letter of support” – który był dla nas jak „LMIA”.

Potem czekała nas już „tylko” przeprawa z dostaniem nowej wizy o pracę (niestety, nie zrobiliśmy flag pole, a szkoda), aplikowanie o PR i „życie na krawędzi” bez ubezpieczenia zdrowotnego … , ale to już chyba zostawię na inny post.

Konkludując, podczas naszej drogi przez IEC, PNP do PR (wszystkie dokumenty ogarnialiśmy sami, czytaliśmy przepisy i fora wszerz i wzdłuż, odkrywając przy okazji niejasności w tychże przepisach i błędy samych urzędników) mogę spokojnie stwierdzić, że samo aplikowanie o PNP nie jest niczym trudnym, o ile nie macie problemów po stronie pracodawcy. Serio, da się … my daliśmy radę, to Wy też. Najlepszym miejscem, gdzie znajdziecie wszystkie aktualne informacje o programie PNP NS jest ta strona tutaj. Po wejściu na nią, wybierzcie opcję „Move Here” i pojawią wam się wszystkie dostępne programy imigracyjne w prowincji. Jako ciekawostka powiem, że niedawno ruszył całkiem nowy program nazwany: Atlantic Immigration Pilot.

A czy warto zostawać w Nowej Szkocji na dłużej i czy w ogóle w Kanadzie, to już musicie ocenić sami.
Mam nadzieję, że pomogłam 😛

PS: Robimy trochę zmian na blogu, raz – żebyście się mogli lepiej odnaleźć, dwa – zmiany są czasami fajne i potrzebne. Za wszystkie utrudnienia z góry przepraszamy.

Em.

2 thoughts on “Nova Scotia PNP – nasze doświadczenia

  1. Nawet sobie nie chcę wyobrażać jak taka „zima stulecia” wygląda ;D
    W Manitobie co roku wydaje mi się, że zimniej już być nie może! No ale Kanada potrafi zaskoczyć. Mam nadzieję, że szybko takiej zimy nie doświadczę 😉

    1. Hehe zaryzykuje twierdzenie, że w Kanadzie zawsze może być jeszcze zimniej …, ale to wszystko zależy gdzie się mieszka. U nas w zeszłym roku dla odmiany nie było nawet śniegu na Święta 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *