Z życia wzięte …

Estetyka ma ma swoją cenę 🙂 O co chodzi? O trawniki w Halifaxie. Uwierzycie lub nie, ale koszenie trawy jest tutaj dość popularnym zajęciem. Na tyle, że pod naszym blokiem – średnio 2 razy w tygodniu – trzeba przyznać dość regularnie –  jeździ kosiarka, na szczęście nie od 7:00 rano, więc „Dzień Świra” nam nie grozi, ale … jest raczej głośno i jakby nie brać 2 h ciszy trzeba odżałować, żeby móc w zamian podziwiać piękny dywan z trawy.

Oczywiście nasz blok jest apartamentowcem, więc okoliczny trawnik podlega pod jego jurysdykcje, można by zatem przyjąć, że to tylko nasz zarząd nieruchomości lubi mieć porządek przed wejściem, ale … nie. Spacerując po okolicznych uliczkach, czy to w centrum miasta, czy na jego obrzeżach, nie uświadczycie raczej porośniętych wysoką trawą połaci  nieużytków. Żadne tam wypalanie trawy wam nie grozi, co to to nie 🙂 Porządek musi być. Lokalni mieszkańcy przywiązują sporą wagę do wyglądu ich posiadłości przed domem. Nie ważne, czy dom jest duży, czy mały – stary czy nowy, ładnie przystrzyżony trawnik i kwiatki muszą być przed drzwiami. Słyszałam teorię, że przed domem ma być „tip top,” a w środku to już różnie bywa – nie wiem … Aczkolwiek w niewielu domach mieliśmy okazję być w środku. Absolutnie nie twierdzę, że w Polsce trawy się nie kosi, nie mniej jednak, nie pamiętam, żeby moja spółdzielnia mieszkaniowa goniła z kosiarką nawet 1 w tygodniu. Z drugiej strony … w Halifaxie pada regularnie, to może i trawa szybciej rośnie? W każdym razie, chciałam tylko zaznaczyć, że „estetyka” ma swoja cenę, a jest nią cisza w ciągu dnia 🙂 za naszym oknem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *